poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Rozdział VIII

***2 dni później***

To dziś,pogrzeb mamy.Nie wiem jak wytrzymam bez niej...No dobra,już 9:00,trzeba wychodzić z domu aby się nie spuźnic.Na pogrzebie byłam ja, Leo,Victoria i kilka innych mamy koleżanek.Tato po bardzo długiej,skomplikowanej operacji jeszcze leży w szpitalu w śpiączce.

Już po pogrzebie.Minoł szybko.Zaraz po nim poszłam do taty do szpitala.Siedziałam u niego z 3 godziny aż dostałam telefon..od ośrodka dla takich jak ja.Musze wyjechać do Polski do niech...do biologicznych rodziców.Już jutro.Szybko pocałowałam tate w policzek i wybiegłam na przystanek.Pojechałam do Leo mu to powiedzieć.Gdy to usłyszał widziałam jak łza mu spłyneła po policzku.Powiedział "Będzie dobrze,za 2 tyg będe w Polsce na trasie" .Przytuliłam się do Leo najmocniej jak umiałam.

-Leo,pojedziesz ze mną do domu? Musze się spakować.
-Oczywiście,księżniczko ❤Zanocujesz dziś u mnie?
-Wiesz,Leo chciałabym tam spać..tyle wspomnień, a spał byś u mnie
Smutno będzie mi samej.
-Dla Ciebie wszystko.
-Dziękuje ❤

Dojechaliśmy do domu.Spakowałam się i jeszcze poszłam do taty..
W nocy oglądaliśmy filmiki i zdjęcia zrobione w ciągu tych 3-tygodni.Zasnełam o koło 3:00 a wstałam o 10:00.Mama Leo miała mnie zawieść na lotnisko i tak zrobiła.Gdy dojechaliśmy na lotnisko pożegnałam się z Victorią a z Leo poszliśmy w głąb lotniska.Rozmawialiśmy i takie tam.Leo już poszedł a ja czekałam na samolot.Ludzie już wchodzili a ja stałam na końcu kolejki wraz z opiekunami (jakąś babką i facetem).Gdy zaczynałam wchodzić nagle usłyszałam głos ,który krzyczał "Klara STOP".Odwruciłam się i zobaczyłam Leo , biegł w moją strone z różą.Gdy dobiegł przytuliliśmy się a Leo mnie pocałował i powiedział "Nie opuszczę Cię Księżniczko" ja mu powiedziałam 'Kocham Cię".
Już musiałam wsiadać bo ludzie zaczeli krzyczeć że lot opuźniam.Wsiadając do samolotu poczułam pustkę.Nidy się tak nie czułam..Nawet w domu dziecka mimo moich zachowań zawsze opiekunki mnie lubiały...Czułam sie z nimi jak z rodzina a teraz?!! Mam powrucić tam gdzie mnie kiedyś zostawili...

Wylądowałam już.
Na lotnisko czekała moja "kochana rodzina". Jechałam z nimi do "domu".Oni próbowali ze mná rozmawiać a ja im nie odpowiadałam..znaczy raz odpowiedziałam "Odwalcie się od mnie , jesteście dla mnie obcymi ludźmi,mója prawdziwa mama zmarła a tato leży w szpitalu,pewnie się cieszycie !! Prawda?! Zmarnowaliście mi dzieciństwo a teraz nie pozwole tego zrobić".Już nikt w samochodzie nie rozmawiał,ja założyłam słuchawki i zasnełam.Gdy sie obudziłam zaczełam pisać z Leo.

Wieczorem nie zamierzałam iść spać...Ubrałam się i pojechałam do miasta..chciałam o wszystkim zapomnieć...Prawie udało mi się to gdyby nie "Ciotka",która mnie spotkała i zaczeła przepraszać za nich..ja sie nie odezwałam tylko pojechałam do domu.Było już rano.Wstałam,ubrałam się i oznajmiłam "rodzinie" że jade do Krakowa , do Kasi.Powiedzeli że nie ma mowy ale przecież nie zamierzałam ich słuchać.Wsiadłam w pociąg i pojechałam.Dzwonili do mnie ale ja nie odbierałam.Miałam tylko ochote zobaczyć się z Kasią i Klaudią.

Dojechałam o 13:00.....


Ten rozdział dedykuje Karmelinie i Patrykowi ❤👌

3 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakie smutnie i piękne.:'( Dzięki za dedykację xDD
    Już nie mogę się doczekać next :*

    OdpowiedzUsuń